Kolejny w sumie nudny dzień. Jak zwykle wstałem jeszcze przed wschodem słońca, by jak wzejdzie móc podziwiać jego piękno. Tak uwielbiałem obserwować zmiany w przyrodzie w czasie poranków, ale też i wieczorów. Od zawsze kochałem naturę, dlatego nie mogę znieść myśli, że ludzi to wszystko zniszczą w niedalekiej przyszłości. Potrafią tylko niszczyć, a mogli by odbudować szkody, ale po co ?
Dla takich osób nie ma miejsca w moim królestwie. Osoby słabe fizycznie i duchowo powinny zostać wyeliminowane za wszelką cenę.
Kolejny poranek, kolejne zamartwienie się i kolejna niedospana noc. No już nie mogę... kiedy te "wizje" przestaną mnie prześladować ?! Oczywiście jeżeli można to nazwać wizjami.
Westchnąłem po raz kolejny i wstałem. Uśmiechnąłem się lekko pod nosem. Można by rzec, że wrednie, bo właśnie nastąpiła "cudowna" dla moich uczniów pora pobudki i tym samym męczącego i wyczerpującego treningu.
Na pierwszy ogień jak zwykle poszli moi najstarsi uczniowie, płci męskiej. Później żeńska część obozu. Na końcu obudziłem Opacho. Ona i tak trenuje ze mną, albo po prostu siedzi przy mnie. Cóż siedzeniem to tego nie można nazwać, bo nigdy nie może usiedzieć, ale powiedzmy już, że siedzi.
Po dziesięciu minutach wszyscy już byli na placu apelowym, czyli na środku obozu. Teraz ich ulubiona część...
-Wiedzę, że jak zwykle wszyscy są zachwyceni treningiem-stwierdziłem patrząc na ich zblazowane miny. Jedni jeszcze przebywali w połowie w krainie snów. Jaka szkoda, że muszę ich stamtąd zabrać i wydostać. Solidne ćwiczenia na pewno pomogą. W odpowiedzi dostałem tylko jakieś pomruknięcia. Akurat dzięki Reshi wiem jaka była ich prawdziwa reakcja. Niektóre stwierdzenia wywołały u mnie dosyć widoczny grymas. Zawsze muszą narzekać, no nie ? Cóż skoro myślą, że nie może być gorzej to uświadomię ich , że może. To oczywiście dla ich dobra.
-No więc wszyscy sobie przebiegniecie... może tak na początek 50 kilometrów, porobicie dwie godziny ćwiczeń, no i przejdziemy do walki wręcz. Pasuje ?-spytałem. Znałem odpowiedź i tak nikt by nie wypowiedział się na głos, że jest inaczej, więc odpowiedziało mi z początku cisza- milczenie wszystkich.
-No to może jeszcze wam trochę dołożę-mruknąłem "zachęcająco", przez co każdy chyba się zmobilizował do odpowiedzi.
-Tak mistrzu już idziemy na trening!-zawołali chórkiem i ruszyli do biegu. Na moich ustach widniał coraz to większy uśmiech. Cieszył mnie fakt, że się mnie boją i mają do mnie należyty szacunek.